Człowiek niezastąpiony

Jadę przez Polskę
mijam domy, w których nie wiem kto mieszka,
nie znam imion tych, co je zbudowali.
Ci, co w nich żyją nie wiedzą już
co działo się dwieście lat temu w miejscu gdzie stoją.

Może i ja będę jedną z miliardów
za sto, dwieście lat, nikt nie wspomni, nie będzie pamiętał,
nie zasłynę dla następnych pokoleń
przeżyję i umrę bez echa…

Jadę przez Polskę
opieram czoło o szybę autobusu
zamykam oczy i słyszę zapewnienie Boga:
„Nie wyobrażam sobie świata bez Ciebie,
Ja nie zapomnę o Tobie,
oto wyryłem cię na obu dłoniach…”

Gdy gaszę budzik

 

Wakacyjne rozmowy: „Wierzę w Boga, który jest bytem,
nieważne jak ma na imię.
Nie potrzebuję Boga,
jestem dobry dla innych, nikomu nie robię krzywdy,
dobro do mnie wraca”.

A u mnie dobro wymaga trudu
doświadczyłam, że potrafię krzywdzić
siebie i innych
bez Boga, to jak bez serca.

Odkąd wróciłam z wakacji,
każdego dnia, gdy gaszę budzik,
nim jeszcze otwieram oczy
szepczę Jezusowi:
„Jestem grzesznikiem
bardzo Cię potrzebuję!”

Codzienni ludzie

 

Idę ulicą przed 7 rano.
Mijam ludzi: szarych, zaspanych, bez uśmiechu, zaśpieszonych.
W porównaniu z twarzami ze sklepowych reklam, z gazet spoglądających z kiosku,
z wakacyjnymi fotkami na Facebooku,
w których uśmiech, popis –
są oni naprawdę oryginalni,
bo naturalni.

Przystanek Jezus 2017

Niedziela 30 lipca

Wyruszamy: s. Monika, s. Agnieszka i ja na sześć dni wakacji na Przystanku Jezus.  Zapowiadają duże upały i rzeczywiście w pociągu nawet w ciągu nocy jest bardzo gorąco. Zasypiam zaraz po zachodzie słońca. Budzę się i słyszę jak s. Monika rozmawia z trzema dziewczynami zmierzającymi na Woodstock. Dziewczyny wychodzą na korytarz na piwo, do przedziału wchodzi ogromny mężczyzna i siada naprzeciw nas z kamienną twarzą. Zasypiam.

Po północy dziewczyny na dobre zniknęły z przedziału , a mężczyzna  siedzi patrząc w pustkę pomiędzy naszymi głowami. Zagadujemy chyba trochę z lęku. Okazuje się, że Jura – mistrz boksu był snajperem w rosyjskim wojsku. Opowiada nam o losach Ukrainy, o swoim życiu. Zostawił  żonę i dwójkę dzieci, by zarobić w Polsce na chleb, pracuje bardzo ciężko, tęskni. Mówi bez przerwy ponad godzinę, w tempie karabinu, z wielkim bólem i bezradnością. Słuchamy ze wzruszeniem. Podczas gdy na korytarzu trwają awantury pijanych Woodstokowiczów my błogo śpimy, a Jura skutecznie powala wzrokiem każdego, kto próbuje otworzyć drzwi do przedziału. Nasz Anioł Stróż jest dziś Ukraińcem i jest bardzo skuteczny.

Poniedziałek 31 lipca

Do biura Przystanku Jezus trafiamy przed 5 rano. U wejścia do biura – namiotu śpi ks. Michał pilnując sprzętu. Wyciągamy śpiwory i drzemiemy pomiędzy krzesłami czekając aż nasze obozowisko obudzi się na dobre. Gdy rano zaczyna padać mamy już postawiony namiot i siedzimy pod wielkim zadaszeniem na jutrzni i konferencji bp Dajczaka. Cały dzień mija modlitewnie, dzielimy się swoim doświadczeniem Jezusa z ewangelizatorami, słuchamy świadectw, rozmawiamy. Nasze obozowisko jest tym razem na Woodstocku, za naszym ogrodzeniem rośnie i szybko wypełnia się pole Woodstockowe.

Wieczorem rozpoczyna się nabożeństwo pokutne dla posłanych na ewangelizację. Klękam w trawie i doświadczam, że Jezus pochyla się nade mną – grzesznikiem z wielką miłością. Miałam zamiar iść wcześnie spać, by odespać noc w pociągu, ale na adoracji pośród 500-set ewangelizatorów jest mi tak cudownie blisko Jezusa…

Wtorek 1 sierpnia

Kolejny dzień rekolekcji z bp Dajczakiem. „Pomóżmy drugiemu człowiekowi, zaczynając od jednego. Świat jest okrutny, lecz możliwy do zmienienia.” Po południu idziemy wszyscy w korowodzie na pole Woodstocku, by rozpocząć naszą misję bycia dla Jezusa, tu na tej ziemi, tu między ludźmi zasypanymi prochem brudu i  śmieci. Pierwsze spotkania, rozmowy. Lubię tu być – słuchać, słuchać, słuchać zbolałych ludzkich serc i pozwalać Jezusowi, by słuchał ich i kochał przeze mnie.

Nasze małe, namiotowe mieszkanie bardzo nas cieszy: człowieka naprawdę niewiele potrzebuje do życia i praktyka poprzednich lat przekłada się na wzorową strategię wspólnego koczowania. „Gdyby Jezus żył dziś, to założyłby sandały, rozbił namiot tu na Woodstocku i był z tymi, którzy się źle mają” (bp Dajczak).

Środa 2 sierpnia

„Jako Kościół zgromadziliśmy się pod namiotem Przystanku Jezus, aby dać świadectwo, że Bóg jest blisko swego ludu. Izraelici patrzyli na Namiot Spotkania i wiedzieli, byli pewni. Dziś chodzi o to, aby inni, patrząc na nas, mogli również doświadczyć obecności Boga” – mówi neoprezbiter ks. Mateusz. Do południe spędzamy jak co dzień – na modlitwie, adoracji, warsztatach ewangelizacyjnych. Każda z nas w tym roku chodzi na ewangelizację z osobami, które tu poznałyśmy. Wieczorem mamy więc wiele do podzielenia się w namiocie.

Malwina. Siedzi w prochu, przy drodze w ubrana w dżinsy i czarną skórę, twarz ozdobiona kilkoma kolczykami. Na jej kolanach śpi pijany mężczyzna, dużo starszy od niej. Kiedy rozmawiamy z podchodzącymi osobami zerkam na nią. Smutek i zagubienie. Podchodzi do niej kleryk, zagaduje, ona nie chce rozmawiać. Mężczyzna na jej kolanach budzi się, zostawia jej do pilnowania kurtkę i idzie na piwo do pobliskiej grupy. Podchodzę i pytam czy kocha tego, któremu pilnuje kurtkę… „Nie kocham, ja nikogo nie kocham”. Malwina została wzięta do domu dziecka gdy miała 8 lat, musiała tam chodzić ze wszystkimi do kościoła, została ochrzczona i musiała pójść do I Komunii św. Nie wierzy w Boga, nie wierzy w żadną miłość. Jest z tym, przy którym teraz jest jej dobrze, ale nie wie jak długo to potrwa. Ma piękne, zielone oczy, a w nich smutek i zagubienie. Opowiadam jej o moim doświadczeniu Jezusa, mówię jej od Niego kilka słów. Z zielonych oczu płyną łzy. Przytulam Malwinę i zapewniam, że zasługuje na więcej i jest tego warta.

Julka. Przechodzi obok, ubrana na biało- różowo, w pełnym makijażu. Zawraca w naszą stronę i pyta czy jest wśród nas egzorcysta. Ojciec odpowiada, że nie ma. Pytam jak ma na imię, odpowiada oglądając się ciągle za ramię. „Nie mogę z tobą rozmawiać – wyjaśnia – śledzi mnie demon Azazel”. Pośpiesznie odchodzi znikając w tłumie.

Czwartek 3 sierpnia

„To z tych rozmów twarzą w twarz z Jezusem  rodzi się z doświadczenie bycia posłanymi, bycia sianymi.” Bp Ryś. Kilka godzin do południa siedzimy wszyscy w naszym Wieczerniku słuchając, uwielbiając , wpatrując się w Jezusa. Gdy wychodzę na Woodstock mam odczucie jakby ktoś wlał we mnie tyle miłości, że nie sposób tego w sobie pomieścić.  Lęk zamienia się w ufność Jezusowi, że idzie przy mnie; obrzydzenie staje się potrzebą pochylenia się nad raną skaleczonego dziecka, złość przeradza się w siłę, by podjąć wyzwanie zmienienia tego, co zmienić mogę.

Podchodzi do mnie chłopak. Pyta czy mogę go rozgrzeszyć. Mówi, że dopiero wyszedł od Spowiedzi, ale nie wierzy, że Bóg mu przebaczył. „Czy ty wiesz, co ja zrobiłem? Jestem gnojem. On nie może mi tak po prostu przebaczyć”. Patrzę mu w oczy. Jak znam mojego Boga, to właśnie mógł przebaczyć. Powtarzam mu zapewnienie Boga, że choćby jego grzechy były czerwone jak szkarłat, to wybielają jak śnieg; że jak daleko jest wschód od zachodu, tak daleko odsunął od jego winy. Stoimy przy przechodzącym tłumie, wiele osób zatrzymuje się i komentuje: „taki chłop, a beczy”, „patrzcie jak płacze”. A on mówi do mnie: „Powiedz mi to jeszcze raz, powiedz mi jeszcze raz, co powiedział Bóg”. Dziś nie rozgrzeszyłam, ale widziałam jak syn wrócił do domu Ojca.

„Nie potrzebuję Boga. Wierzę, że jest bytem, który gdzieś jest, ale nie musi się mieszać w moje życie. Jestem dobrym człowiekiem, nie robię nikomu nic złego, kocham wszystkich, wierzę, że dobro, które czynię do mnie wróci” – to refren, który często się przewija przez tegoroczne rozmowy. Wszystko można sobie wytłumaczyć, znaleźć tysiące usprawiedliwień i wreszcie uwierzyć, że jest się tak dobrym, że nie potrzeba mi nawet Boga. Trudno rozmawiać z idealnymi ludźmi, są samowystarczalni. Przychodzę wieczorem na adorację i modlę się powtarzając: „Jestem grzesznikiem, bardzo Cię Jezu potrzebuję. Oni też Cię potrzebują, proszę nie wierz ich słowom”.

Piątek 4 sierpnia

Dziękuję Bogu za to, że dał mi tak wspaniałe ciało. Odkryłam dziś jego nowe właściwości. W naszym obozowisku mieszają się dźwięki z dwóch scen koncertowych. Decybele są tak potężne, że nie słyszymy się w namiocie, a ziemia drży od wibracji. Zasypiam w tym hałasie w przeciągu 5 minut i mimo, że koncert trwa do 3.30 śpię w najlepsze budząc się rano, gdy cały Woodstock pogrążony jest w sennej ciszy.

Razem z o. Radkiem wędrujemy pomiędzy polami namiotowymi. Dziś często nasze rozmowy z ludźmi kończą się Sakramentem Pokuty. Gdy tylko z kimś przystaniemy zbiera się przy nas mnóstwo ludzi, którzy chcą o coś zapytać, coś powiedzieć: „Jak mam wyjść z pornografii?”, „Chłopak wykorzystał mnie wczoraj, powiedział, że przecież nic się nie stało. Wyszłam z namiotu i  chciałabym by mnie szukał. Krzywdzi mnie, ale nie potrafię od niego odejść”, „Nie wierzę w Boga, bo to niesprawiedliwe, że wybacza nawet jak ktoś krzywdził kogoś całe życie”, „Po co się spowiadać, przecież zaraz znów nagrzeszę”. A czasem jest tylko kilka słów i łzy. I niedowierzanie, że podeszliśmy do niego, do niej, że chcemy z nim rozmawiać, gdy on już nawet sam w sobie nie widzi człowieka. Nie zdążyliśmy wrócić na obiadokolację, ale nie czujemy głodu.

Do namiotu wracamy bardzo późno, ostatkiem sił idę się myć. Dziś tak szczególnie cieszę się, że jestem Służebniczką Matki Bożej, że nasz charyzmat uczy miłości służebnej, uczy jak być mamą dla tych, którzy zagubieni marzną, głodują i trwają w ciemnościach, nie mając już sił i nadziei na powrót do domu.

Sobota 5 sierpnia

Brniemy pomiędzy stertami śmieci. Przy drodze leży człowiek, pytam siedzącą obok grupę czy to ich kolega. Nagle mężczyzna siedzący tyłem do mnie krzyczy „bym sobie poszła” – (tekst ocenzurowany:) Pytam go dlaczego na mnie krzyczy. Odpowiada, że razi go mój krzyż.

Wy ludzie, których mijam, na których patrzę, z którymi rozmawiam. Nie zapomnę o Was. Nie jesteście mi obojętni. Widzę Wasze twarze, gdy zamykam oczy w adoracyjnym namiocie. Zabiorę Was w sercu do naszego klasztoru, napiszę o Was, byście spotkali się z modlitwą wielu ludzi. Wy Woodstockowi ludzie, jesteście dla nas ważni, będziemy o Was walczyć!

Po północy mamy we Wrocławiu przesiadkę, czekamy pół godziny na płycie dworca kolejowego. Siedzimy zmęczone na walizkach, podchodzi do nas dwóch pijanych mężczyzn. Po chwili siedzimy w piątkę, a oni opowiadają nam o swoim życiu śląskiego górnika, o żalach do Pana Boga, o tym co ich w życiu boli. Pani z dwoma pieskami siedzi obok i przysłuchuje się rozmowie. Proszą, by się za nich pomodlić, dziękują za wysłuchanie. Do Krakowa docieramy wczesnym rankiem w niedzielę. Tu świat wydaje się taki czysty i piękny. Dziękujemy Jezusowi za te kilka dni wakacji, w których mogłyśmy wnieść trochę Jego  światła w życie niektórych ludzi i w których On mógł być Panem naszych Śwatłoniowych dusz.