Świt w Krakowie
Skoro świt wybrałam się do Spowiedzi. Kiedy wróciłam do domu dopiero świtało. Z czystym sercem usiadłam wygodnie, włączyłam audiobook z Ewangelią Marka i cieszyłam się szalenie byciem z Bogiem: tu i teraz, w budzącym się Krakowie.
Skoro świt wybrałam się do Spowiedzi. Kiedy wróciłam do domu dopiero świtało. Z czystym sercem usiadłam wygodnie, włączyłam audiobook z Ewangelią Marka i cieszyłam się szalenie byciem z Bogiem: tu i teraz, w budzącym się Krakowie.
Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu. Żeby tak patrzeć na drugiego człowieka jak Babcia z Dziadkiem na wnuka. Docenią, zachęcą, pochwalą, ucieszą się. Piękna jest miłość człowieka do człowieka.
Lubię słuchać, gdy ktoś mi opowiada o sobie, o tym czym żyje, o swoim świecie. Lubię popatrzeć na rzeczywistość cudzymi okularami. Różne są szkła w okularach: szkła smutne, emocjonujące, codzienne, zmęczone, szkła wiary, zakochania, wiosny, szkła matczyne, cierpiące. A wszystkie uczą.

Stoimy we trzy od kilku minut nad nowymi puzzlami i szukamy ostatniego do ukończenia obramowania. Leży ich kilkaset na stole, więc pójdzie szybko. Określony kolor, jedna ścianka bez wgłębienia – nie ma! Może spadł na ziemię, może pod pudełkiem, może ktoś tu układał i zabrał dla hecy. Jeszcze raz skaner po wszystkich, nie ma. Może źle pakowali, może oczy już mamy zmęczone, może złe światło. Szkoda, że będzie go brakować, wszystko sprawdzone kilka razy. Ostatnie spojrzenie przed wyjściem z pokoju. Jest! Leży spokojnie na środku, nasz wzrok biegł po nim kilka razy. Nie upieram się już, że mam rację, że tak z pewnością coś wyglądało. Tak ja widziałam, ale to nie znaczy, że tak było.
Przed 6 odśnieżamy podwórko. Kraków po uszy zasypany śniegiem robi wrażenie. Śnieg potrafi w dwie godziny zmienić perspektywę, architekturę krajobrazu i wymalować wszystko na biało. Jakby inne miasto, inny świat. Gdybyśmy zatrudnili dekoratorów do naszego podwórka, to w dwa dni nie zrobiliby takich cudów, jak Pan Bóg przez swój biały prezent.
Moja trzyletnia siostrzenica opowiada mi przez telefon: „Spadły nam z drzewa na śnieg ostatnie jabłka. Musimy je z powrotem powiesić z Mamą na drzewie”. Wiadomość, że niedługo jabłka znów same wyrosną były dla niej radosną nowiną. (Nie stracić umiejętności zdumiewania się).
Dziś w naszym domu kolęda. Zapach kadzideł, śpiew kolęd i modlitwy wypowiadane przez księdza w każdym pokoju. Pozostało błogosławieństwo: „ aby w nim trwały: zdrowie i czystość serca, dobroć i przyjaźń oraz wierność w wypełnianiu Twoich przykazań; aby składano Ci tu dzięki. A błogosławieństwo Twoje niech pozostanie na tym miejscu i nad jego mieszkańcami teraz i na zawsze.” I niech się tak u nas dzieje!
Słońce w Krakowie i to przez całe 8 godzin. Produkcja wit. D idzie pełną parą korzystając z każdego promyka. Nad naszym domem przeleciał dziś ogromny, zielony balon napełniany ogrzanym powietrzem. Zapewne podróżujący mieli dużo radości, a my z nimi również. I można się cieszyć cudzym szczęściem? Pewnie, że można!
Byłam dziś w szpitalu odwiedzić s. Helenkę. Na szpitalnej sali leżała też starsza kobieta z zamglonymi tęczówkami. Zawoła mnie do siebie. Nachyliłam się, by posłuchać co chce mi powiedzieć, a ona objęła ręką moją twarz i wyszeptała: „Kocham cię”. Potem zaprosiła na galaretkę do stołu. Stołu i galaretki nie było, a ja pewnie też byłam dla niej kimś innym. Człowiek cierpiący w łóżku, który zaprasza w gościnę i mówi o swojej miłości jest dla mnie niesamowitą lekcją.

Lubię poznawać światy, które każdy z Was nosi w sobie. Uczyłam się słuchając, patrząc i biorąc od Was. To kim jestem i kim się staję zawdzięczam Wam – moi drodzy Ludzie.
Wierzę w Boga, który stworzył mnie i zbawił, który zechciał zaprzyjaźnić się ze mną, który daje mi drugiego człowieka jako dar i zadanie.
Jestem siostrą ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP NP, mieszkam obecnie w Krakowie, pracuję z przedszkolakami i piszę, bo lubię…