Myślałam dziś o s. Walentynie zwanej s. Walusią. Odkąd ją znam pracuje w ogrodzie, codzienność złożona z małych, prostych czynności. Nie pamiętam, by ktoś opowiadał o jej osiągnięciach, sukcesach czy porażkach. Podobno nie ma rzeczy małych i dużych do wykonania, jest tylko mała lub wielka miłość w to włożona. S. Walusia jest dla mnie takim świętym człowiekiem, który krzak pomidora i nasionka bratków traktuje jak ósmy cud świata. Pracowałam z nią czasem w ogrodzie, pamiętam jak stałyśmy razem w polu o 15 odmawiając Koronkę do Miłosierdzia. Chodziłam wtedy z jakimś zmartwieniem i pytaniami. Nie miałam śmiałości pytać autorytetów. I tam między pomidorami, różami i papryczkami powiedziała mi kilka pięknych zdań, które przez 14 lat nie straciły na wartości. Miłości nie mierzy się wielkimi czynami, miłość mierzy się codziennymi drobiazgami.
