
Stoimy we trzy od kilku minut nad nowymi puzzlami i szukamy ostatniego do ukończenia obramowania. Leży ich kilkaset na stole, więc pójdzie szybko. Określony kolor, jedna ścianka bez wgłębienia – nie ma! Może spadł na ziemię, może pod pudełkiem, może ktoś tu układał i zabrał dla hecy. Jeszcze raz skaner po wszystkich, nie ma. Może źle pakowali, może oczy już mamy zmęczone, może złe światło. Szkoda, że będzie go brakować, wszystko sprawdzone kilka razy. Ostatnie spojrzenie przed wyjściem z pokoju. Jest! Leży spokojnie na środku, nasz wzrok biegł po nim kilka razy. Nie upieram się już, że mam rację, że tak z pewnością coś wyglądało. Tak ja widziałam, ale to nie znaczy, że tak było.
