
Byłam w szpitalu odwiedzić Panią Marysię,
miło nam się rozmawia, ale kątem oka widzę potężnego mężczyznę
pochylonego nad łóżkiem wychudzonej kobiety.
Kobieta cierpi, słychać to w każdym jęku.
Do moich uszu dobiega jego ciepły głos:
„Kochanie, Kiciusiu, jestem tutaj”.
Zamilkłyśmy wpatrzone w tą scenę.
Mężczyzna podniósł wzrok i przerwał milczenie
wyjaśniając, że żona czeka na morfinę,
kilka miesięcy temu zaczęła chorować na raka.
W obliczu takiego bólu rozmowa już się nie klei.
Mężczyzna wtula głowę w rękę żony:
„Juliu, kochanie, co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić?
Kiciusiu, jak Ci pomóc?”
Siedzę przy Pani Marysi miedzy kroplówkami i płaczę
nad bezradnością, bólem
i miłością ponad to wszystko.
